W 50-lecie swojego istnienia, Zarząd Klubu ustanowił doroczną nagrodę "Pontifici", czyli "Budowniczemu mostów". Każdego roku, 24 października tytuł Pontifexa przyznawany jest jednej osobie, "za zasługi w szerzeniu wartości dobra wspólnego, dialogu i poświęcenia na rzecz bliźnich". Te wartości bowiem zostały uznane za niezwykle ważne w doświadczeniu ludzi Klubu Inteligencji Katolickiej.
Kapituła nagrody składa się z wszystkich członków honorowych Klubu i to oni decydują komu w danym roku przyznają nagrodę. W chwili obecnej (październik 2023 r.) członkami honorowymi są: Halina Bortnowska, Paweł Broszkowski, amb. prof. Krzysztof Byrski, prof. Kazimierz Czapliński, amb. red. Stefan Frankiewicz, prof. Andrzej Friszke, ks. dr Andrzej Gałka, red. Cezary Gawryś, dr hab. Alicja Gronau-Osińska, Marian Jaroszewski, Elżbieta Jaworska, Zofia Kozłowska, dr Stanisław Latek, Anna Łoskot, Krzysztof Łoskot, Jacek Michałowski, red. Jacek Moskwa, red. Zbigniew Nosowski, dr Paweł Rościszewski, dr Henryk Rutkowski, red. Jan Turnau, marszałek Andrzej Wielowieyski (Kawaler Orderu Orła Białego), dr Krzysztof Ziołkowski.
Nagroda ma postać statuetki, która przedstawia dwie twarze, odrębne, ale stanowiące całość, jak poszczególne kartki stanowią jedną książkę. Na odwrocie jest cytat z Genesis, w czterech językach (hebrajskim, grece, łacinie i polskim):
Nie wiem. Czy ja jestem opiekunem mojego brata?
Autorką projektu statuetki jest prof. Magdalena Schmidt-Góra.
24 października warszawski KIK obchodził swoje 68. urodziny, które uroczyście przeżywaliśmy kilka dni później podczas spotkania społeczności KIK. Zawsze w dzień urodzin Klubu ogłaszamy też laureata lub laureatkę nagrody PONTIFICI: Budowniczemu Mostów za zasługi w szerzeniu wartości dobra wspólnego, dialogu i poświęcenia na rzecz bliźnich. Miło nam ogłosić, że w tym roku tytuł PONTIFEXA 2024 otrzymał ks. Adam Boniecki, redaktor senior Tygodnika Powszechnego.
Od kilku lat trzymamy się postanowienia, żeby z naszą nagrodą podążać za osobą laureata i wręczać ją w miejscu ważnym dla Pontifexa, w otoczeniu osób, dla których i z którymi pracuje laureat. Z tego powodu w 2022 r. uroczystość wręczenia nagrody odbyła się w Białowieży wśród osób pomagających uchodźcom przy granicy białoruskiej, a przed rokiem mieliśmy zaszczyt zorganizować wręczenie nagrody s. Małgorzacie Chmielewskiej w jednym z prowadzonych przez nią domów.
Tym razem zdecydowaliśmy się wręczyć nagrodę w miejscu i czasie, które wydają się idealnie wpisywać w sposób dialogu ze światem jaki przyjął nasz laureat: poprzez słowo pisane i poprzez spotkanie i rozmowę. Nagrodę naszą wręczymy podczas spotkania z czytelnikami wokół najnowszej książki ks. Bonieckiego - “Testament” podsumowującej niejako cały dorobek wieloletniego redaktora naczelnego Tygodnika Powszechnego, księdza i osoby zaangażowanej w życie publiczne od ponad 60 lat
Laureatką nagrody Pontifi w 2023 roku została Siostra Małgorzata Chmielewska. Oto laudacja o Siostrze wygłoszona w czasie wręczenia nagrody:
Budowniczej mostów, budowniczej ławek
Pozwolę sobie zacząć od osobistego wspomnienia. Raz w życiu przeprowadzałem wywiad z Siostrą Małgorzatą Chmielewską. (Niech mi wolno będzie ujawnić prywatną korespondencję i dodać, że innym razem mi odmówiła, pisząc: „Nie mam możliwości poświęcenia czasu na wywiad. Muszę zejść na ziemię i zabrać się za robotę, bo biedaków tłumy”). Gdy przyjechałem więc do jednego z prowadzonych przez jej Fundację domów, siedziała na ławce przed drzwiami. Zanim zaprosiła mnie do pokoju, byśmy porozmawiali, wpierw przesunęła się lekko i kiwnęła, bym usiadł koło niej, bo jeszcze kończy załatwiać jedną z tysiąca tego dnia spraw.
Od lat konsekwentnie i często powtarza właśnie te słowa: „Trzeba się posunąć na ławce życia i zrobić miejsce innym”. Tamtego dnia posunęła się, by zrobić miejsce dla mnie.
Częściej jednak mówi o posunięciu się na ławce życia, by zrobić miejsce wszelkim potrzebującym tego świata. Od wielu już dekad sama to robi.
Myślała o wstąpieniu do zakonu benedyktynek, wstąpiła do małych sióstr Jezusa, gdzie złożyła roczne śluby, pracowała jako katechetka z niewidomymi dziećmi w naszych ukochanych Laskach i w duszpasterstwie niewidomych w tak bliskim nam kościele świętego Marcina na Piwnej u księdza Stanisława Hoinki, organizowała pomoc dla więźniarek. W końcu związała się ze Wspólnotą Chleb Życia, została przełożoną jej polskiego oddziału, później założyła Fundację „Domy Wspólnoty Chleb Życia”. I wciąż się przesuwała, by zrobić miejsce kolejnym: osobom w kryzysie bezdomności, uchodźcom i uchodźczyniom, osobom doświadczającym przemocy domowej, osobom z niepełnosprawnościami oraz ich opiekunom i opiekunkom, do których należy, młodzieży z ubogich rodzin… A także piątce swoich adoptowanych dzieci, dla których stała się matką. Budowała i wciąż buduje, remontuje, jeździ na zakupy, negocjuje ceny, prowadzi gospodarstwa, manufaktury, szwalnię, przetwórnię, fundusz stypendialny. Posuwa się na ławce swojego życia i inspiruje innych, by robili to samo. A także – co bodaj najtrudniejsze – tym, którzy – trzymając się cały czas meblarskiej metafory – nigdy nie mieli nawet nogi od stołka, daje szansę na to, by zbudowali swoją własną, prostą, ale stabilną ławkę, którą będą mogli sami dzielić się z innymi.
Wydawać by się mogło, że tak ciągle przesuwając się na ławce życia, by zrobić kolejnym ludziom miejsce, siostra Małgorzata Chmielewska już dawno powinna była spaść z drugiej strony tej ławki i solidnie się potłuc. Być może czasem spadła i się potłukła – codzienność tak całkowicie poświęcona na rzecz sprawiedliwości, równości, wolności i życia innych to nie jest przecież sielanka – i o tym siostra Małgorzata mówi całkiem otwarcie. Jednak nawet jeśli spadała i się potłukła, to wstawała. Nie zabierała swojej ławki, ale wydłużała ją o kolejne deski. I nigdy z niej nie zeszła. Nie staje z boku, Boże broń, by patrzeć na innych z góry. Ona dzieli los innych. Całe życie siedzi na tej samej ławce, co potrzebujący.
Miało być o mostach, jest o ławkach. Może więc powinniśmy dziś świętować wręczenie jej nagrody nie Budowniczej Mostów, lecz Budowniczej Ławek? (Ławka to po łacinie „scamnum”, ale nie podejmę się dalszych konstrukcji latynistycznych…).
Słowa to jednak rzecz tutaj poboczna, ważny jest cel budowania. I most, i ławka służą temu samemu: spotkaniu. Gdy trzeba, siostra Małgorzata Chmielewska buduje wielkie estakady, którymi mogą się przemieszczać duże grupy ludzi. Gdy trzeba, dobitnie i głośno domaga się tego od innych: od państwa, Kościoła, społeczeństwa. Gdy trzeba, buduje most na przekór rzeczywistości i wbrew nieprzychylności – jak wtedy, gdy domaga się otwartości na uchodźców i uchodźczynie.
Ale ostatecznie najważniejszy w jej działaniu zdaje się nie most największy, ale każdy pojedynczy mostek, czasem wręcz kładka, która pozwala jej dotrzeć do konkretnego, pojedynczego człowieka tu i teraz potrzebującego pomocy. By to zrobić, niekiedy nie ma czasu na projekty, przygotowania i pracę całej ekipy budowlanej. Czasem trzeba i wystarczy przerzucić ławkę przez strumień. A przecież i na tych wielkich mostach potrzebne są ławki, by mieć gdzie usiąść.
Swoją działalnością siostra Małgorzata Chmielewska buduje mosty między tymi, którzy mają, a tymi, którym brakuje. Między sercem nieczułym na cudzą nędzę a zrozumieniem, że jesteśmy wszyscy za siebie wzajemnie odpowiedzialni. Między – co nie mniej ważne – sercem gorejącym chęcią wspierania innych a rozumem, który jest niezbędny, by pomagać z sensem. Między świętym gniewem – tak nam potrzebnym w świecie kipiącym od niesprawiedliwości – a błogosławioną pokorą, która pozwala mierzyć siły na zamiary i skupiać się na celu, na Drugim, a nie na własnym oburzeniu. Między jałmużną – niekiedy niezbędną, by kogoś podnieść – a daniem mu, jeżeli to możliwe, perspektywy na stanięcie na własnych nogach. (To przecież nieprawda, że dawanie ryby i wędki się wyklucza). Między towarzyszeniem w umieraniu a nadzieją na nowe życie. Między ludźmi o różnych poglądach, religiach i zapatrywaniach, którzy razem są w stanie zrobić coś dla innych, czerpiąc do tego motywację z odmiennych źródeł. Również między wierzącymi a niewierzącymi: niektórzy z tych drugich mawiają wszak, że „siostra Chmielewska to dla nich chodzący dowód na istnienie Boga”. To dobre świadectwo tego, że siostra Małgorzata żyje na co dzień słowami, które powiedział święty Franciszek, gdy wysyłał swoich pierwszych uczniów w świat: „Idźcie i głoście Ewangelię, a gdyby było trzeba, to także słowami”. A korowód, w którym staje siostra Małgorzata Chmielewska, symbolizować może i to, jakie – pośród innych – nagrody dostaje: Medal świętego Jerzego, Nagrodę im. ks. Józefa Tischnera, Medal Świętego Brata Alberta, Nagrodę im. Pawła Włodkowica czy Nagrodę im. Janusza Korczaka. Przyznają Państwo, że nazwisko siostry Małgorzaty Chmielewskiej w tym gronie nie dziwi ani trochę.
Skąd siostra Małgorzata Chmielewska czerpie siłę, odwagę, mądrość, niezgodę na niesprawiedliwość, pragnienie prawdziwej solidarności, braterstwa i siostrzeństwa? To pytanie rzecz jasna do niej, ale pozwolę sobie na przypuszczenie, że ta niezmordowana budownicza mostów ma też jakiś prywatny most do Pana Boga. I – wracając do wcześniejszych rozważań – podejrzewam, że nie jest to most długości Brooklińskiego, lecz może właśnie skromna kładka, jaką chadzają do siebie sąsiedzi. Przypuszczam, że czasem siadają sobie wspólnie na ławce istnienia i – niepomni przepaści między doczesnością i wiecznością – gawędzą. To by tłumaczyło ten cud, że cały czas się przesuwając, siostra Małgorzata wciąż znajduje na ławce wolne miejsce dla kolejnych osób. Także ten, że się nie poddaje, choć jeżeli świat staje się coraz lepszym miejscem – co dalece nieoczywiste – to bardzo powoli. Te wszystkie cuda, które dokonały się w życiu tak wielu ludzi, którym pomogła, którym doradziła, których zainspirowała. Ale i te cuda niezwykle przyziemne, a przecież kluczowe, jak cud z… pluskwami, tak pięknie opisany w wywiadzie-rzece udzielonym Michałowi Okońskiemu pt. „Wszystko, co uczyniliście”. Gdy plaga pluskiew realnie zagrażała dalszemu funkcjonowaniu jednej z placówek Siostry, ta postawiła Panu Bogu sprawę prosto i klarownie, przekazując Mu, że to nie są jej ubodzy, tylko Jego, ma się tym zająć i nie ma dyskusji. W ciągu jednej nocy pluskwy zniknęły.
Siostra Małgorzata Chmielewska buduje te wszystkie mosty i ławki także z tego powodu, że po prostu – co wcale nie jest proste – traktuje Ewangelię bardzo poważnie. „Proście, a będzie wam dane”. „Błogosławieni ubodzy”. „Jeśli kto chce być pierwszym, niech będzie ostatnim ze wszystkich i sługą wszystkich”. „Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili”.
Brzmi zbyt wymagająco? Zbyt radykalnie? Nierealnie? Niech za odpowiedź posłuży tytuł innej książki, której współautorką jest siostra Małgorzata Chmielewska: „Sposób na cholernie szczęśliwe życie”. Skoro więc Siostrze nie tylko udaje się tak żyć, ale też wskazuje tę ścieżkę jako prowadzącą do szczęścia, to niech triadę przedmiotów, które na co dzień buduje siostra Małgorzata – obok mostów i ławek – uzupełni drogowskaz.
Siostro Małgorzato, dziękujemy, że jesteś nam drogowskazem ku sprawiedliwszemu, solidarniejszemu i szczęśliwszemu życiu. Dziękujemy, że zbudowałaś tyle mostów, remontujesz kolejne, a gdybyśmy mieli wgląd w Siostry notatki, to zapewne znaleźlibyśmy tam i następne projekty czynienia świata miejscem nieco bardziej znośnym do życia zwłaszcza dla głodnych, nagich, chorych, pozbawionych domu, bitych, wypędzanych i lżonych. Dziękujemy, że nieustannie robisz miejsce na ławce swojego życia innym, w tym również nam, choćby dzisiaj.
Laureatem XVII edycji Nagrody „Pontifici-Budowniczemu Mostów”, przyznawanej przez warszawski Klub Inteligencji Katolickiej „za zasługi w szerzeniu wartości dobra wspólnego, dialogu i poświęcenia na rzecz bliźnich“, została każda Osoba Pomagająca na granicy polsko-białoruskiej.
Laudację na cześć Laureatów wygłosił profesor Krzysztof Byrski, członek Kapituły Nagrody „PONTIFICI – Budowniczemu Mostów” i członek honorowy KIK w Warszawie, dyplomata i były ambasador RP w Indiach, indolog i nauczyciel akademicki.
Minął już przeszło rok od momentu, gdy jako mieszkańcy Polski – odwołując się do ewangelicznej przenośni – znaleźliśmy się na drodze z Jerozolimy do Jerycha. Nie czas dzisiaj na wskazywanie palcem zbójców, czy szukanie wśród nas kapłanów i lewitów. Niech oni sami dokonają rachunku sumienia i sami odpowiedzą sobie na pytanie, czy zachowali się właściwie. Dziś pragniemy oddać hołd tym wszystkim, którzy wierni swojemu człowieczeństwu, swoją postawą sprawiają, że ewangeliczna przypowieść o miłosiernym Samarytaninie staje się tak bardzo aktualna. Takich ludzi jest legion! Wśród nich najpierw zwróćmy się do licznych mieszkańców krainy – pogranicza polsko-białoruskiego, którzy poruszeni nieszczęściem błąkających się wśród bagien i ostępów leśnych, zmęczonych przybyszów z dalekiej Azji i Afryki i innych części świata, jako pierwsi wyruszyli im na pomoc, nie zważając na własne bezpieczeństwo. Wielu z was – drodzy przyjaciele – otwarło swoje domy dla tych zmarzniętych i przerażonych ludzi, dzieląc się z nimi własnym czasem, jedzeniem i ciepłym, suchym ubraniem. Wkrótce też z całego kraju zaczęli przybywać ci wszyscy, którzy zostali głęboko poruszeni losem ludzi traktowanych przez nieludzki reżim, niczym pionki w bezwzględnej grze politycznej.
(…)
Przyznając nagrodę „PONTIFICI – Budowniczemu Mostów” każdej Osobie Pomagającej przy granicy polsko-białoruskiej, Kapituła Nagrody, a z nią warszawski Klub Inteligencji Katolickiej, pragną zwrócić uwagę na bardzo konkretnego człowieka i docenić każdą z setek, a może tysięcy osób, które każdego dnia w mokrej, ciemnej i zimnej puszczy, nie zważając na warunki atmosferyczne i niezależnie od pory dnia czy nocy, poprzez konkretny gest wyciągniętej ręki zbudowały tysiące pojedynczych, a zarazem bardzo konkretnych mostów. Są to mosty najistotniejsze i najtrwalsze, bo łączące człowieka z człowiekiem. Zaś fakt, że wyciągnięta ręka skierowana jest do bezbronnego człowieka będącego w potrzebie, dodatkowo trwale ten most scala.
Trzeba mieć również świadomość, że podjęcie się pomocy potrzebującym na polsko-białoruskim pograniczu, sprzeciwiając się w ten sposób wydarzeniom jakie miały i mają tam miejsce, oznacza pogodzenie się z określonymi konsekwencjami i ryzykiem. Niejednokrotnie osoby pomagające uchodźcom i migrantom doświadczały szykan i przemocy ze strony funkcjonariuszy państwa, osób trzecich czy części opinii publicznej. Bywały zatrzymywane, aresztowane, stosowano wobec nich przeszukania, stawiano im zarzuty, grożono karami więzienia, wyrzuceniem z pracy, niszczono ich mienie, a nawet nazywano „durniami” czy „zdrajcami”. Zarazem Osoby Pomagające były też świadkami przemocy wobec tych, którym niosły pomoc.
Laureatem XVI edycji Nagrody "Pontifici-Budowniczemu Mostów", przyznawanej przez warszawski Klub Inteligencji Katolickiej „za zasługi w szerzeniu wartości dobra wspólnego, dialogu i poświęcenia na rzecz bliźnich“, został ksiądz profesor Alfred M. Wierzbicki, ksiądz archidiecezji lubelskiej, doktor habilitowany nauk humanistycznych, teolog i etyk, poeta, profesor nadzwyczajny Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego imienia Jana Pawła II, wieloletni kierownik Katedry Etyki KUL, autor licznych książek naukowych i eseistycznych, bliski współpracownik księdza arcybiskupa Józefa Życińskiego.
Laudację na cześć Laureata wygłosił profesor Rocco Buttiglione, włoski polityk, filozof i wykładowca akademicki na Papieskim Uniwersytecie Laterańskim.
Alfred Wierzbicki budował poprzez całą swoją działalność filozoficzną i literacką pomost między obiektywną prawdą metafizyki, a subiektywną prawdą historii i istnienia każdego człowieka. To wątek głęboko zakorzeniony w świadomości polskich intelektualistów, którzy poświęcili życie warszawskiemu i krakowskiemu Klubowi. Prawda, która zbawia, jest tą, która staje się formą sumienia człowieka. Ta ścieżka nie może być zdefiniowana a priori: życie nie jest mechanicznym zastosowaniem kodeksu moralnego określonego a priori. Życie każdego człowieka to labirynt pełen niespodzianek. Przytoczę tutaj dwa słowa, które ceni Papież Franciszek: pierwszym z nich jest rozeznanie, a drugim towarzyszenie. Alfred Wierzbicki zarówno w poezji, jak i w twórczości filozoficznej, wciela się w rolę przyjaciela, który towarzyszy człowiekowi w podróży życia, pomagając rozeznać drogi prawdy, jak niezapomniana postać Adama w „Przed Sklepem Jubilera”.
(…)
Wierzbicki buduje most między papiestwem Jana Pawła II, a papieżem Franciszkiem, przechodząc także przez wielkie świadectwo Benedykta XVI, między Kościołem, który wygrał śmiertelne starcie z komunizmem, a Kościołem, który dziś staje w obliczu triumfującego kapitalizmu. Wierzbicki jest głęboko zakorzeniony w wielkiej Tradycji Kościoła i właśnie dlatego potrafi odróżnić to, co istotne od tego, co przypadkowe, wielką tradycję prawdy, którą Bóg powierzył ludziom, od małych tradycji, które w epoce historycznej mogły pomóc wcielić prawdę w konkretnym kontekście społecznym, ale w innym utraciły swoją zdolność komunikacyjną, a nawet mogą stać się przyczyną nieporozumień i błędów.
W swym przemówieniu po odebraniu Nagrody ksiądz profesor Alfred Wierzbicki mówił między innymi:
Zwłaszcza w czasie kryzysu trzeba przypominać rzeczy najbardziej elementarne. Już nieco zbanalizowaliśmy Franciszkową wizję Kościoła jako szpitala polowego, a przecież w sytuacji choroby egoizmu, jakiej doświadczają nasze społeczeństwa i która toczy jakże głęboko sam Kościół, jest to wizja profetyczna. Szpital polowy nie stoi w miejscu, potrzebuje mostów, sam jest mostem pomiędzy Bogiem a człowiekiem. Komuś o nastawieniu nostalgicznym może być żal starych struktur, które się rozpadają, ale chrześcijanin jest człowiekiem nadziei, wierzy w wewnętrzną przemianę ludzi, nie przestaje pragnąć lepszego świata, ufa w Miłosierdzie Boże i dlatego otwiera się na to, co wydaje się niemożliwe.
Nie sądzę, że szybko zbudujemy mosty w Kościele w Polsce, które przywrócą nam naszą chrześcijańską wiarygodność. Marzę o nowych mostach zarówno wewnątrz Kościoła, jak i pomiędzy Kościołem a światem. A właściwie trzeba mówić o wielu światach, jak czynił to w jednym ze swych soborowych wystąpień ówczesny arcybiskup z Krakowa Karol Wojtyła. W bieżącej dekadzie w Kościele nad Wisłą zburzono więcej mostów niż ich zbudowano, co gorsza czyniono to najczęściej w przekonaniu, że chodzi o dobro Kościoła.
© Copyright by Klub Inteligencji Katolickiej w Warszawie 2025, All rights reserved
Implementation: NiceIT